Kto porówna L’Air du Temps vintage z nowym? Szukam różnic w goździku, mchu, trwałości i projekcji, oraz jak rozpoznać starsze gołąbki po batchu.
Mam oba, vintage wyraźnie goździkowy i kremowy, nowe bardziej pudrowe, lżejsze, znika po paru godzinach.
@ewa84 dzięki, a flakon vintage masz z wykręcaną główką gołąbków czy splash? interesuje mnie też rok, batch i czy czuć mech prawdziwy.
Jako pasjonat starych Ricci potwierdzam: vintage L’Air du Temps to goździk z eugenolem, prawdziwy mech dębowy i delikatne nitromusks, przez co baza jest kremowa i długotrwała; nowe reformulacje po IFRA mają syntetyczne zamienniki mchu, mniej eugenolu, więcej czystych piżm i aldehydów, więc są jaśniejsze i krócej trzymają; batche dawne to często grawer na podstawie, kody trzycyfrowe, a flakony z wykręcaną główką gołąbków to zwykle splash, atomizer przyszedł później.
Noszę od lat 70., stare miały pieprzny goździk i taką złotą, miękką aurę na swetrach do rana; nowa wersja jest śliczna, ale bardziej mydlana i mniej romantyczna, u mnie niestety szybciej znika.
nowe jest ok ale takie babcine w otwarciu, vintage lepszy
Najłatwiej rozpoznać stare po logo LALIQUE i ciężarze szkła; kody trzycyfrowe wytłoczone, późniejsze mają nadruk laserowy; różni się też korek i jakość atomizera.
Czy ktoś poleci rocznik, który jeszcze pachnie goździkiem, ale nie jest zbyt retro dla dwudziestolatki?
Szukaj 80s i wczesnych 90s, tam goździk i mech są wyraźne, ale kompozycja jest jaśniejsza niż w 60s; po 2000 stopniowe ubożenie bazy i większa pudrowość.
Panowie, nie wszystko IFRA, często po prostu nosy przyzwyczajone do killerów typu Kouros, a to jest delikatny klasyk, więc nie oczekujcie projekcji jak z klubu.
kiedyś żona miała, teraz nowe pachnie jak dezodorant, zero mchu szkoda
Dodam, że w vintage wyraźna jest nuta goździkowego eugenolu w sercu, podparta ylangiem i jaśminem; w aktualnym wydaniu więcej jest helionalu i białych piżm, które wygładzają i skracają ogon, choć utrzymują czystość.
Dla mnie nowe jest bardziej słoneczne i świeże, vintage zbyt przyprawowy, kojarzy mi się z szafą babci bardzo.
Miałam ślub w 1982 i wtedy to był obłędny obłok goździków z pudrem, cichy ale obecny; kupiłam nowe wnuczce i jest ładne, tylko brakuje tej ciepłej, mszystej kołderki na skórze do nocy.
@ewa1995 szukaj pudełek z napisem Parfums Nina Ricci Paris Made in France i grawerem od spodu; unikaj nowszych naklejek z kodem QR, to już współczesna produkcja.
Nowe pachnie ładnie, ale po godzinie zostaje mydełko i cisza u mnie zawsze.
Ja wolę nowe, jest czystsze i bardziej noszalne na uczelni, vintage mnie męczy po paru godzinach.
Nie demonizujcie IFRA, ale faktycznie kiedyś był prawdziwy mech i inna benzotriazolina w lakierach, to robiło robotę; dziś jest poprawnie, grzecznie, mniej charakteru, choć dalej elegancko i trochę krócej się trzyma.
kocham butelkę z gołąbkami, pachnie klasycznie, trwałość taka se
Warto zwrócić uwagę na koncentrację, stary extrait to zupełnie inny poziom głębi i kremu niż współczesna EDT w testach na mojej skórze.