Czy dla Was Jacques Guerlain to przede wszystkim Shalimar, czy może Mitsouko i L’Heure Bleue Myślę o legendzie domu i tzw. Guerlinade, ciekawi mnie Wasza perspektywa
Dla mnie Shalimar wygrywa, choć L’Heure Bleue ma duszę, Mitsouko trudne na start
@michal1982 dzięki, też czuję w Shalimar tę wanilię z dymkiem, a Mitsouko mnie czasem onieśmiela
Jacques to spoiwo epoki: L’Heure Bleue 1912, Mitsouko 1919, Shalimar 1925, Vol de Nuit 1933; stworzył i utrwalił Guerlinade, akord z bergamotką, jaśminem, różą, irysem, wanilią i tonką. W Shalimar kluczowy był etylowanilina, w Mitsouko mech dębowy i brzoskwiniowy lactone. Reformulacje po IFRA mocno zmieniły odbiór i projekcję w nowych koncentracjach
mnie L’Heure Bleue zawsze wzrusza, taki smutek przedwojenny, pachnie jak stare carte postale
Dorzućmy, że Jacques bazował na tradycji Aimé, ale zmiękczał formuły pudrem irysowym i wanilią, przez co nawet szypr Mitsouko ma aksamit. Wersje extrait z lat 50. to inna bajka, gęstość materiałów naturalnych robi robotę
Potwierdzę różnice: EDT z lat 90. Shalimar ma ostrzejszą bergamotkę, nowsze EDP są kremowe. Batchy Guerlain nie czyta się łatwo, ale po kapslach i atomizerach rozróżnisz dekady, zwłaszcza w Vol de Nuit
Mój tata kupił mamie L’Heure Bleue na ślub, do dziś flakon pachnie
Guerlinade to też proporcja, nie tylko lista składników: jasna bergamotka wsparta kumaryną i heliotropiną, irys podbity jononami, a nad tym wanilina i balsamy. Stąd to słynne miękkie wykończenie. Dziś bergamota FCF i mniejszy mech dębowy zmieniają balans, ale DNA pozostaje rozpoznawalne W starych partiach wyczujesz też ślad nitro-musków i żywic labdanum
nie rozumiem fenomenu shalimara serio
Czy Vol de Nuit wciąż warto kupić w EDT, czy lepiej polować na vintage ekstrakt
@patrycja83 ja bym dziś brała EDT, bo ładnie oddaje goryczkę zieleni i lotniczy vibe, ale jak znajdziesz extrait od sprawdzonego sprzedawcy, bierz bez wahania
Pamiętajcie, że stare Guerlainy miały nitro-musk i więcej balsamów, co daje tę zamgleną aurę. Dzisiejsze musky są czystsze, projekcja inna
ja wolę Apres l’Ondee, delikatniej i bardziej wiosennie
Mam kilka miniaturek z lat 70., Shalimar pachnie skórą i dymem bardziej niż słodyczą, co mnie zaskoczyło. Jacques umiał balansować temperaturę
kocham mitsuko, tak pisze moja babcia, ale w sumie serio piękny zapach
Warto dodać, że Jacques miał nosa do materiałów: wprowadzał nowoczesne syntetyki w klasycznych ramach, np. etylowanilina w Shalimar daje czystszą, świetlistą słodycz niż absolut z wanilii, a jonony i irone uszlachetniają irys i nadają pudrową miękkość
Jestem świeżak, od czego zacząć z Guerlain żeby nie zrazić nosa
Od L’Heure Bleue w toaletce, jest bardziej kwiatowa i subtelna niż ekstrakt, jaśmin i goździk pięknie grają, a baza wciąż pachnie ciepłem
Wolę Carona, Guerlain za dużo pudru i nostalgii, za mało pazura